piątek, 13 czerwca 2008

Jak zwykle.

Biegam. Codziennie. Rano albo wieczorem. Od kilkunastu dni, budzę się trochę po szóstej. Zakładam szorty, koszulkę, bluzę, biorę iPoda i pokonuję paryskie uliczki. Nawet nie wiem kiedy, mija godzina. Wracam do domu. Prysznic, zmiana ubrania, na garnitur i koszulę z krawatem. Choć nie, dziś bez krawata. Mogę sobie pozwolić na luz. W metrze tłumy ludzi. Stoją, siedzą, czytają gazety, piją kawę. Obok mnie młodzieńcy. Rozmawiają o dzisiejszym meczu Francja - Holandia. Wierzę w Holendrów. Ostatnio ładnie skopali tyłki Włochom. Oczywiście im tego nie powiem, bo póki co jeszcze tu mieszkam, pracuję, żyję.

W drodze do pracy, wpadam na śniadanie. Jak zwykle dostaję przepyszną kawę i grzanki. Mała chwila odpoczynku. Mam czas na przeczytanie kilku stron książki. Śniadanie jest dobrym czasem na przemyślenie kilku spraw, na ułożenie sobie małego planu. Co, jak, gdzie, z kim. Zostawiam 5 Euro i ruszam dalej. Do pracy mam już tylko kilka kroków. Jak co dzień zapominam wyjąć z torby kartę magnetyczną bez której nie wejdę. Jak zwykle tamuje ruch przy drzwiach. Jak zwykle uśmiecham się przepraszająco i obiecuję sobie, że następnego dnia pomyślę o tym wcześniej.

W pracy gorąco. Pewnie znów padła klimatyzacja. Ostatnio dość często sie to dzieje. Wchodzę do biura, zawieszam marynarkę na oparcie krzesła, podwijam rękawy, włączam monitory. Dzień dobry w piątek.

czwartek, 12 czerwca 2008

Dzień za dniem.

Natłok pracy, kilka zawirowań spowodowały, że zabrakło czasu na pisanie notek. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Nawet nie wiem kiedy minęło te jedenaście dni. Teraz mogę powiedzieć, że to było 11 ciężkich dni. Ale dzielnie wytrwałem i wygrałem.

Mam wrażenie, że coraz częściej do mych drzwi puka pracoholizm. Póki co, nie otwieram mu. Nawet nie podnoszę się z łóżka, żeby podejść do drzwi i spojrzeć kto to. Raz to zrobiłem, i teraz już wiem, że to on. Ten styl pukania i dzwonienia zapamiętam już do końca życia.

Wczoraj wieczorem dostaję propozycję pracy w Polsce. Warunki idealne. Może nawet lepsze niż te, które mam obecnie teraz. Nie wiem czy chcę. Trochę mi ta oferta namieszała w głowie. Bo z jednej strony przyzwyczaiłem się do życia tutaj. Znajomi, mieszkanie, praca. A z drugiej strony, tęsknie za rodziną, za swoimi ulicami, miejscami. Mam czas do przyszłej środy.