Sobotnie zakupy, zapełniły moją nową lodówkę. Mam w swojej dzielnicy targ, gdzie dostaję najlepsze, najświeższe warzywa, owoce, wędliny, sery i przyprawy. Tak bynajmniej twierdzą znajomi, którzy też tam robią sprawunki. Uzmysławiam sobie, że takie zakupy stają się dla mnie przyjemnością, a może nawet odpoczynkiem. Chodzę, próbuję, wącham, dotykam, rozmawiam. Każdy zachwala produkt na swój sposób. W końcu wybieram najlepsze według mojego uznania. I tak do następnej soboty mam spokój.
Zamówione książki zostają przysłane. Cieszę się, bo pogoda za oknem sprzyja, aby udać się nad brzeg Sekwany i spędzić miło czas z Wojciechem Cejrowskim, który dzielnie przeciera szlaki w Ameryce.
Po przeczytaniu książki lubię mieć świadomość, że warto było wydać pieniądze. I tak jest tym razem. Autor nie zawodzi. To były dobrze spędzone, wykorzystane godziny. Pomimo tego, że nie przepadam za książkami podróżniczymi, przygodowymi to nie wahałem się ani chwili przy zamawianiu.
Prędkość czytania jest równa tej, którą osiąga spadająca z drzewa małpa trafiona strzałką. Prawdziwa uczta.
niedziela, 1 czerwca 2008
Gringo
Subskrybuj:
Posty (Atom)
