Poranny telefon od Agaty przypomina mi, że dziś w Polsce Boże Ciało. Z racji tego, robię sobie święto. Nie pytam się nikogo o zgodę, pozwala mi na to pozycja, jaką pełnię w firmie. Wcześniej uszykowany garnitur i koszulę odkładam z powrotem do szafy. Zamiast tego, zakładam sprane 501, podkoszulek, sportowe buty i skórzaną kurtkę. Z nocnego stolika pakuje do torby książkę. Z przedpokoju biorę kask. Schodzę do garażu i biorę motor. Dziś mogę sobie na to pozwolić. Ląduję w jednej z wielu kawiarni naprzeciwko najpiękniejszej katedry na świecie. Zamawiam standardowo croissants i kawę. Jadam tu przynajmniej 3 razy w tygodniu. Za każdym razem trafiam na tą samą dziewczynę. Może nie jest najpiękniejsza, ale ma tak ciepły głos, że zabrałbym ją do domu na zimę. Oprócz ciepłego głosu, ma długie włosy i nogi. W myślach wyobrażam sobie te długie nogi, oplatająca me biodra. Po skończonym posiłku, podchodzę do niej i pytam czy ma coś równie pięknego jak głos ?
Dziewczyna patrzy mi długo w oczy. Jej spojrzenie wyraża zaciekawienie i chyba jakaś obietnicę.
- Tak, kończę o 19.00. Przyjdź po mnie.
czwartek, 22 maja 2008
Boskie Ciało
środa, 21 maja 2008
moment
wyszedłem nago na balkon. było to niezapomniane przeżycie. lekka bryza owinęła mnie jedwabna pieszczota i przypomniało mi sie, ze to przy takiej pogodzie jako małolat całowałem sie z dziewczynkami na parkowych ławkach. wtedy rozejrzałem sie wokoło w poszukiwaniu nieletnich par korzystających z późnej godziny aby przeżyć ich własny intymny sen nocy letniej. nie było nikogo i w tym momencie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że to nie mój kraj, nie mój świat, a w żyłach pozamykanych w tych domach ludzi płynie nie moja krew.
czasami nie wierze już w nic
źle spałem, boli mnie głowa, bolą mnie myśli o tym, że już nie jest tak jak było, że coś zgubiliśmy wiecznie poganiani przez czas. za plecami mamy "miłość do końca życia", która zwykła jest trwać dwa lata, burząc i przestawiając elementy naszych światów jak tornado. dziś zbieramy po niej resztki, czułość i przywiązanie- jeszcze cieple konsekwencje-nie przeszkadzają nam w skrupulatnym odłożeniu na swoje miejsce egoizmu, w powolnym odbudowywaniu siebie coraz bardziej osobno.
słowo"kocham cię" jeszcze mieszka miedzy nami, coraz bardziej przezroczyste, trudno je czasem odnaleźć pośród codzienności, słowo kocham cię którego znaczenie o niewyraźnych kształtach nabiera ciężkiego odcienia przynależności.
moje "kocham cię" jest letnie i to co sie za nim kryje to kilka telefonów w ciągu dnia, i całowanie jej na dobranoc gdy co wieczór zasypia w innym pokoju.
wtorek, 20 maja 2008
waiting game
chciałaby myśleć, że może być mnie pewna, że w tym scenariuszu, gdzie tyle rzeczy jest rozumianych bez słów, ona nadal chce być pewna. chce być pewna mnie.
mówię "to znajomość bez ciągłości", i dodaje "sama tego chciałaś".
wie to doskonale, ludzie jednak to hipokryci. ona pewnie też.
zaczyna być zazdrosna, chociaż mnie mówiła, ze zazdrość w naszym przypadku jest nielogiczna.
wszyscy poddajemy sie tym samym scenariuszom. ale to dobrze, bo myśli o mnie teraz. to pewne, wstaje rano i myśli, wraca do każdego momentu, wysysa każdy niuans z tych scen.
analizuje wszystko, obecnie nie ma innego wyboru. musi czekać. zła miłość, musi być cierpliwa miłością.
poniedziałek, 19 maja 2008
Wiedza
wyświechtany slogan 'nauka to potęgi klucz' w dzieciństwie był zmorą, teraz staje się przepustką do lepszego świata. jest nagrodą za lata nauki, wyrzeczeń. pozwala mi na przebieranie w ofertach pracy. daje mi możliwość, o jakich mi się nie śniło. pozwala mi na prowadzenie negocjacji na rozmowach kwalifikacyjnych. mam tą pewność w sobie, że jestem im potrzebny, i mogę sobie na wiele pozwolić, a oni i tak przyjmą moje warunki. uwielbiam czuć tą pewność siebie, patrzeć na nich z satysfakcją, jak miotają się w trakcie negocjacji, jak chcieliby ale nie mogą...
dlatego też mogę sobie pozwolić na częste zmiany pracy. kiedy czuję, że zrobiłem dla nich wszystko co możliwe, że nie mam szansy na dalsze rozwijanie się, odchodzę. nie ma nic gorszego niż tracenie cennego czasu i umiejętności na stanie w miejscu. częste zmienianie pracy, daje mi szanse na poznawanie wielu nowych par oczu, dopisywanie do listy kontaktów w telefonie nowych numerów, które na pewno, kiedyś w przyszłości się przydadzą..
notka urwana
ostatnio gniewam sie na siebie sam za brak czasu i zmęczenie które nie daje mi usiąść i spokojnie pomyśleć o tym, jak było. i zły jestem na siebie, ze już niemal zapomniałem jej smak, ze nie tak łatwo mogę ja przywołać w wyobraźni. wiec chociaż o tym jak będzie pomyśle, choć oczy sie zamykają i myśli tańczą nieprzytomnie zanim zapadną w sen.
wiec będzie ona, ja, jakiś pokój w tle, oddech, za nim szelest opadających ubrań.
może słowa, może śmiech na początek. pod dłonią gładkość jej długich włosów.
na ścianie jakaś reprodukcja, najpierw wyraźna, potem już nie wiem co. jej usta, jej palce na mnie z łatwością bez pomocy śliny.
niedziela, 18 maja 2008
Uważajcie na słowa.
slowa, bo ktos tak wymyslil, okreslaja rzeczy ale nimi nie sa. rzeczywistosc jest jedna a slow duzo. mozna je dodawac, odejmowac i zmieniac nie zostawiajac najmniejszego sladu na obojetnej rzeczywistosci.
zyje w dzungli slow. biegne miedzy nimi jak miedzy ludzmi po bulwarze saint michel. czasem potracam ktores z nich i potem nie daje mi spokoju. dopoki go nie zapisze.
you are my baby. the one I love and I care for mowila anna, moja WM. to byly slowa, ktore piescilem w myslach godzinami.
anny juz dawno nie ma. zostaly slowa nieprzylegajace do rzeczywistosci. tak sie czesto zdarza.
uwazajcie na slowa. tacy jak ja lubia sie nimi bawic.
Nareszcie.
odlatuję do nowego gniazda. będę miał taras, dwa balkony i święty spokój. wieczorem będę siedzieć na tarasie i będzie tak jakbym wziął proszki na uspokojenie po ciężkim dniu pracy w sercu zakurzonej, rozkrzyczanej metropolii.
